Początek legendy
Dawno temu, kiedy w karczmach nie było jeszcze kart płatniczych, a jedyną walutą był
dobry smak i pełny brzuch, żyła pewna rodzina.
Rodzina, która potrafiła zrobić coś, czego inni próbowali – ale nigdy nie potrafili powtórzyć.
Idealną golonkę.
Nie za suchą.
Nie za tłustą.
Nie za małą.
Po prostu taką, o której opowiadało się jeszcze przez tydzień.
Narodziny Golonkersów
Z czasem przepis stał się tak cenny, że trzeba było go pilnować.
Tak powstało tajne bractwo…
Golonkersów.
Nie byli zwykłymi kucharzami.
Byli strażnikami smaku. Ich obowiązki były poważne:
pilnować ognia pod piecem,
sprawdzać czy golonka gotuje się wystarczająco długo,
i upewniać się, że nikt nie wyjdzie głodny.
Sekret przepisu
Legenda mówi, że przepis zapisywany był tylko w głowie najstarszego Golonkersa.
Nie w książce.
Nie w zeszycie.
Bo zeszyt można zgubić.
A głowy Golonkersów pilnowały przepisu najlepiej na świecie.
Tradycja trwa do dziś
Minęły lata.
Zmienił się świat.
Ale jedno pozostało bez zmian.
Przepis.
Dziś to my pilnujemy, aby golonka była taka, jaka powinna być:
soczysta,
pachnąca,
i tak dobra, że człowiek na chwilę zapomina o całym świecie.
I ta jedna zasada Golonkersów obowiązuje nadal i jest najwazniejsza: